środa, 30 grudnia 2009

Italia 2004 cz.I - jak to z tą miłością do Italii było...

To niesamowite, że człowiek potrafi tak namiętnie i bezpamięci zakochać się w... krajobrazie. Wkrótce minie pięć lat od chwili kiedy po raz pierwszy ujrzałem to najbardziej niesamowite miejsce na Ziemii, gdzie dzieło Boże i praca rąk ludzkich egzytują w absolutnej symbiozie. Gdzie świętość kipi z obrazów, rzeźb, budynków, a wręcz dostrzega się ją w każdym wzgórzu, krzaczku no i ma się rozumieć w winie.

Toskania wciągnęła mnie bez reszty. A było to tak...
W sierpniu 2004 roku po 6 latach wspólnego, a jednak oddzielnego spoglądania na rzeczywistość i siebie wzajemnie, zrealizowaliśmy z Moniką nasze postanowienie - ślubowaliśmy sobie przed Bogiem, że dopóty On nas do siebie nie wezwie, będziemy dzielić się swoimi radościami i smutkami, ba (!) staniemy się JEDNO.

Szczęśliwie zdażyło się, że niespełna miesiąc wcześniej tego samego dokonali nasi przyjaciele Paulina i Jakub, z którym mam przyjemność grać w zespołach Przecinek i funk4fun. Jakub jest bardzo bystrym i nieprzeciętnym gościem. W czasie studiów załapał się na stypendium, które umożliwiło mu studiowanie w Wiecznym Mieście. Tam nie tylko uczył się zagadnień ekonomii, ale również w miarę możliwości zaglądał na watykańskie wzgórza. Również tam zauważył, że wśród tłumów pielgrzymów odwiedzających papieża bardzo często i w dość pokaźnych grupach pojawiają się nowożeńcy, którym Jan Paweł II osobiście błogosławił ich świeżo zawarte związki.
W owym czasie Kuba postanowił, że również przyjedzie prosić papieża o błogosławieństwo dla siebie i swej wybranki. W krótce miał zrealizować swoje postanowienie...

I zrealizował, z tą różnicą, że prócz żony towarzyszyła mu szwagierka i przyjaciele z zespołu, którzy również świeżo zawarli związek małżeński. Jakub tuż po ślubie opowiedział nam o swoim planie, który żywo podchwyciliśmy. Kilka dni później siedziałem nad mapami, przewodnikami, atlasami i przed komputerem studiując setki publikacji, opracowań i tras, których nie można pominąć w wyprawie do Italii. Jednakże nie byłoby też tego wszystkiego, gdyby nie mój serdeczny przyjaciel i wieloletni współpracownik, a wcześniej szef - Marek, mówiący o mnie często jako o swoim "synu" (nawiasem mówiąc o Emilce i Tolku mówi, że to jego wnuki, co oczywiście niezmiernie mnie cieszy). To Marek przyniósł do naszego biura (wtedy jeszcze pracowaliśmy razem) połowę swojej domowej biblioteki i stos map. Choć osobiście nigdy wcześniej nie odwiedził półwyspu apenińskiego wie o nim chyba wszystko (zarówno w wymiarze geograficznym, jak i historycznym, szczególnie zaś obeznany jest w kwestii dziedzictwa kulturowego Italii. Dzięki jego opowieściom i poradom oraz moim oporom dotyczącym finansów oraz możliwości czasowych i technicznych opracowaliśmy trasę, którą jej uczestnicy wspominają dzisiaj jako "wakacje życia"

Opis tej trasy, jaki i dalsze losy jej przygotowań i realizacji w kolejnych postach (...

sobota, 25 lipca 2009

wpis pierwszy

Rety... no i stało się. Uruchomiłem własnego bloga. Właściwie robię to chyba tylko po to, żeby samemu odgrzebać w pamięci kilka tych najważniejszych dla mnie spraw i mieć pewność, że potem już ich nie zapomnę... No dobra, przyznam się. Tak naprawdę zdecydowałem się zacząć pisać, po tym, jak trafiłem w sieci na wspaniałą przestrzeń, w której realizowały się moje pragnienia - http://toskania.matyjaszczyk.com/ - gorąco POLECAM!

Dlaczego "moje miejsca"?

Otóż interesuje mnie w życiu wiele rzeczy, które pojmuję jako własne miejsca. I tak, moim miejscem jest mój dom i nie tylko jako te cztery ściany na 10-piętrze poNRD-owskiej myśli architektonicznej, ale przede wszystkim jako rodzina - osoby z którymi dzielę życie - żona Monika, córka Emilka i oczekiwany jeszcze w tej chwili syn (Emilka nadała mu już imię - Tolek). Zatem rodzina to pierwsze z moich miejsc. Moim miejscem jest wspólnota Kościoła Rzymsko-Katolickiego i założona przy nim 11 lat temu mikrowspólnota - Przecinek - zespół muzyczno-modlitewny. Skoro o zespole mowa, to wśród moich miejsc nie może zabraknąć muzyki, nie tylko tej której lubię posłuchać (a to juz bardzo szeroki wachlarz doznań - od Coltrane'a przez Chopina do Led Zeppelin i starszych panów z Buena Vista Social Club), ale również tej którą gram z zespołami przecinek i funk4fun). Muzyka należy do grupy miejsc "zainteresowania" lub "hobby", a wśród nich nie może zabraknąć fotografii, literatury, wina i whisky i... Ale o tem potem.

Moje miejsca to także dom, z którego wyszedłem, gdy postanowiłem założyć swój własny, to przyjaciele i znajomi; ulubiony bar, gdzie wpada się na spotkanie z kumplami, koncerty, herbatę czy piwo... Moim miejscem jest miasto, w którym żyję - mała, wciąż wyludniająca sie mieścina o bogatej przeszłości i wielkich aspiracjach mieszkańców - taki paradoks...

Jednakże Moje miejsca to również, tak dosłownie, miejsca na ziemi, które dane mi było odwiedzić, zatem są nimi i podróże, które odbyłem i wspomnienia o nich, to Bieszczady, które odwiedzałem rok w rok w czasie, gdy o podejmowanych wyborach decydowały - nie zdrowy rozsądek, ale burza hormonów... Grecja, od której postanowiłem rozpocząć zwiedzanie świata, Chorwacja, gdzie nazwa wyśmienitego wina kojarzyła się z nazwą leku przeciw ukąszeniom, i wreszcie... Toskania, ba ! W ogóle - Italia i właściwie wszystko, co z nią związane: wino, sztuka (zarówno w wymiarze audio, jak i wideo), język, właściwie to i ta religia, jakby nie było Rzymsko (!) Katolicka, ale Italia jest jednocześnie przedstawicielką ostatniej grupy moich miejsc - marzeń...


Zatem, zapraszam Cię w moje progi...