Nie było innej możliwości. Trzeba było szukać innego pojazdu. Z pomocą przyszedł nam mój starszy brat. Przemek, bo tak ma na imię w tym czasie prowadził rodzinny interes odziedziczony po naszym ojcu. Jedyne czego się na nim dorobił, to siwych włosów, nerwicy i... Renault Kangoo, które właściwie należało do naszej mamy. Mimo własnych planów wyjazdowych związanych z zaopatrywaniem sklepu w towar Przemek stanął na wysokości zadania i udostępnił nam na prawie dwa tygodnie swoje narzędzie pracy - Dzięki Brat!!!
Kangoo okazało się być dużo lepszym pomysłem na przetransportowanie się z naszego rodzinnego Raciborza na południe Europy, w centrum wielkiego buta z cholewką. Nasza wspaniała piątka choć nieco sztywno, to jednak z przestrzenią nad głowami ruszyła w podróż przez kontynent.
Na godzinę "W" zdecydowaliśmy się wybrać 20.00, ale jak wie każdy kto choć raz wybierał się na wakacje w większej ekipie wystartowaliśmy z większym opóźnieniem, któremu towarzyszyły obawy naszych rodziców, teściów i znajomych...
***
Racibórz to miasto leżące na południu Polski w województwie Śląskim, przy dość przeciętnej widoczności przed mieszkańcami jego południowych dzielnic odsłania się słynna Brama Morawska. Bliżej nam stąd do Ostrawy niż stolicy Górnego Śląska - Katowic, zatem w Republice Czeskiej znaleźliśmy się w czasie krótszym niż pół godziny. Przejście graniczne w Chałupkach, było wprawdzie wypełnione pracownikami straży granicznej, jednakże w prawie trzy miesiące po wejściu Polski do Unii Europejskiej panowie w mundurach nie zatrzymywali nas już do kontroli. Na pierwszej stacji benzynowej w okolicach Ostrawy kupiliśmy niezbędną, do podróży po nielicznych jeszcze wtedy czeskich autostradach, winietę i dalej trzymaliśmy jedyny słuszny na tym etapie kierunek - Brno - Wiedeń - Klagenfurt - Udine - Wenecja... cdn.
wtorek, 15 czerwca 2010
Italia 2004 cz. II - Podróż się rozpoczyna
Koniecznie muszę zeskanować artykuł z Almanachu Prowincjonalnego, w którym razem z Markiem przed trzema laty spisaliśmy dwu głos o wyprawie do Włoch, mimo że nasze wyprawy były od siebie kompletnie niezależne (choć Marek pomagał mi przy opracowaniu planu podróży)...
Nasz wyjazd naznaczony był niezwykłością już od samego początku. Jako młode małżeństwo nie dysponowaliśmy jeszcze własnym pojazdem. Ba mieszkaliśmy u rodziców Moniki (Paulina i Kuba w tym czasie, mogli już przynajmniej pospać na dmuchanym materacu między styropianem, regipsami i innymi akcesoriami budowlanymi, jakie znajdowały się w ich własnym (!) mieszkaniu. My za to pocieszaliśmy się faktem, ze co rano nie musimy zmywać z siebie gipsowego pyłu :) Piszę o tym nie bez przyczyny. Chcę podkreślić fakt, że byliśmy kompletnie bez pieniędzy i nasz wyjazd planowany był na absolutne finansowe minimum. Początkowo nasz wyjazd przewidywał, że pojedziemy 21-letnią toyotą corollą moich teściów (niczym innym nie dysponowaliśmy), ale dzień przed wyjazdem, gdy wracaliśmy już z ostatnich zakupów spożywczych (chińskie zupki i kilka konserw to była podstawa naszej włoskiej kuchni) Toyota odmówiła posłuszeństwa. Początkowo myśleliśmy, że to brak paliwa. Kontrolka diesla świeciła przez pół dnia, o czym wcześniej nie wiedziałem. Przepchnęliśmy więc staruszkę Toyotę do najbliższej stacji bęzynowej i po 45 minutach pchania zatankowaliśmy kilka litrów. Auto nadal nie chciało się uruchomić. Ściągnęliśmy więc na stację znajomego mechanika, spojrzał z niedowierzaniem i... rozwiał nasze nadzieje na wyjazd. Pękł pasek rozrządu ! Silnik do kapitalnego remontu! Wszystkie zawory roztrzaskane o głowicę silnika. Katastrofa!
Nasz wyjazd naznaczony był niezwykłością już od samego początku. Jako młode małżeństwo nie dysponowaliśmy jeszcze własnym pojazdem. Ba mieszkaliśmy u rodziców Moniki (Paulina i Kuba w tym czasie, mogli już przynajmniej pospać na dmuchanym materacu między styropianem, regipsami i innymi akcesoriami budowlanymi, jakie znajdowały się w ich własnym (!) mieszkaniu. My za to pocieszaliśmy się faktem, ze co rano nie musimy zmywać z siebie gipsowego pyłu :) Piszę o tym nie bez przyczyny. Chcę podkreślić fakt, że byliśmy kompletnie bez pieniędzy i nasz wyjazd planowany był na absolutne finansowe minimum. Początkowo nasz wyjazd przewidywał, że pojedziemy 21-letnią toyotą corollą moich teściów (niczym innym nie dysponowaliśmy), ale dzień przed wyjazdem, gdy wracaliśmy już z ostatnich zakupów spożywczych (chińskie zupki i kilka konserw to była podstawa naszej włoskiej kuchni) Toyota odmówiła posłuszeństwa. Początkowo myśleliśmy, że to brak paliwa. Kontrolka diesla świeciła przez pół dnia, o czym wcześniej nie wiedziałem. Przepchnęliśmy więc staruszkę Toyotę do najbliższej stacji bęzynowej i po 45 minutach pchania zatankowaliśmy kilka litrów. Auto nadal nie chciało się uruchomić. Ściągnęliśmy więc na stację znajomego mechanika, spojrzał z niedowierzaniem i... rozwiał nasze nadzieje na wyjazd. Pękł pasek rozrządu ! Silnik do kapitalnego remontu! Wszystkie zawory roztrzaskane o głowicę silnika. Katastrofa!
Subskrybuj:
Posty (Atom)