wtorek, 15 czerwca 2010

Italia 2004 cz. II - Podróż się rozpoczyna

Koniecznie muszę zeskanować artykuł z Almanachu Prowincjonalnego, w którym razem z Markiem przed trzema laty spisaliśmy dwu głos o wyprawie do Włoch, mimo że nasze wyprawy były od siebie kompletnie niezależne (choć Marek pomagał mi przy opracowaniu planu podróży)...

Nasz wyjazd naznaczony był niezwykłością już od samego początku. Jako młode małżeństwo nie dysponowaliśmy jeszcze własnym pojazdem. Ba mieszkaliśmy u rodziców Moniki (Paulina i Kuba w tym czasie, mogli już przynajmniej pospać na dmuchanym materacu między styropianem, regipsami i innymi akcesoriami budowlanymi, jakie znajdowały się w ich własnym (!) mieszkaniu. My za to pocieszaliśmy się faktem, ze co rano nie musimy zmywać z siebie gipsowego pyłu :) Piszę o tym nie bez przyczyny. Chcę podkreślić fakt, że byliśmy kompletnie bez pieniędzy i nasz wyjazd planowany był na absolutne finansowe minimum. Początkowo nasz wyjazd przewidywał, że pojedziemy 21-letnią toyotą corollą moich teściów (niczym innym nie dysponowaliśmy), ale dzień przed wyjazdem, gdy wracaliśmy już z ostatnich zakupów spożywczych (chińskie zupki i kilka konserw to była podstawa naszej włoskiej kuchni) Toyota odmówiła posłuszeństwa. Początkowo myśleliśmy, że to brak paliwa. Kontrolka diesla świeciła przez pół dnia, o czym wcześniej nie wiedziałem. Przepchnęliśmy więc staruszkę Toyotę do najbliższej stacji bęzynowej i po 45 minutach pchania zatankowaliśmy kilka litrów. Auto nadal nie chciało się uruchomić. Ściągnęliśmy więc na stację znajomego mechanika, spojrzał z niedowierzaniem i... rozwiał nasze nadzieje na wyjazd. Pękł pasek rozrządu ! Silnik do kapitalnego remontu! Wszystkie zawory roztrzaskane o głowicę silnika. Katastrofa!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz