Nie było innej możliwości. Trzeba było szukać innego pojazdu. Z pomocą przyszedł nam mój starszy brat. Przemek, bo tak ma na imię w tym czasie prowadził rodzinny interes odziedziczony po naszym ojcu. Jedyne czego się na nim dorobił, to siwych włosów, nerwicy i... Renault Kangoo, które właściwie należało do naszej mamy. Mimo własnych planów wyjazdowych związanych z zaopatrywaniem sklepu w towar Przemek stanął na wysokości zadania i udostępnił nam na prawie dwa tygodnie swoje narzędzie pracy - Dzięki Brat!!!
Kangoo okazało się być dużo lepszym pomysłem na przetransportowanie się z naszego rodzinnego Raciborza na południe Europy, w centrum wielkiego buta z cholewką. Nasza wspaniała piątka choć nieco sztywno, to jednak z przestrzenią nad głowami ruszyła w podróż przez kontynent.
Na godzinę "W" zdecydowaliśmy się wybrać 20.00, ale jak wie każdy kto choć raz wybierał się na wakacje w większej ekipie wystartowaliśmy z większym opóźnieniem, któremu towarzyszyły obawy naszych rodziców, teściów i znajomych...
***
Racibórz to miasto leżące na południu Polski w województwie Śląskim, przy dość przeciętnej widoczności przed mieszkańcami jego południowych dzielnic odsłania się słynna Brama Morawska. Bliżej nam stąd do Ostrawy niż stolicy Górnego Śląska - Katowic, zatem w Republice Czeskiej znaleźliśmy się w czasie krótszym niż pół godziny. Przejście graniczne w Chałupkach, było wprawdzie wypełnione pracownikami straży granicznej, jednakże w prawie trzy miesiące po wejściu Polski do Unii Europejskiej panowie w mundurach nie zatrzymywali nas już do kontroli. Na pierwszej stacji benzynowej w okolicach Ostrawy kupiliśmy niezbędną, do podróży po nielicznych jeszcze wtedy czeskich autostradach, winietę i dalej trzymaliśmy jedyny słuszny na tym etapie kierunek - Brno - Wiedeń - Klagenfurt - Udine - Wenecja... cdn.
wtorek, 15 czerwca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz