sobota, 25 lipca 2009

wpis pierwszy

Rety... no i stało się. Uruchomiłem własnego bloga. Właściwie robię to chyba tylko po to, żeby samemu odgrzebać w pamięci kilka tych najważniejszych dla mnie spraw i mieć pewność, że potem już ich nie zapomnę... No dobra, przyznam się. Tak naprawdę zdecydowałem się zacząć pisać, po tym, jak trafiłem w sieci na wspaniałą przestrzeń, w której realizowały się moje pragnienia - http://toskania.matyjaszczyk.com/ - gorąco POLECAM!

Dlaczego "moje miejsca"?

Otóż interesuje mnie w życiu wiele rzeczy, które pojmuję jako własne miejsca. I tak, moim miejscem jest mój dom i nie tylko jako te cztery ściany na 10-piętrze poNRD-owskiej myśli architektonicznej, ale przede wszystkim jako rodzina - osoby z którymi dzielę życie - żona Monika, córka Emilka i oczekiwany jeszcze w tej chwili syn (Emilka nadała mu już imię - Tolek). Zatem rodzina to pierwsze z moich miejsc. Moim miejscem jest wspólnota Kościoła Rzymsko-Katolickiego i założona przy nim 11 lat temu mikrowspólnota - Przecinek - zespół muzyczno-modlitewny. Skoro o zespole mowa, to wśród moich miejsc nie może zabraknąć muzyki, nie tylko tej której lubię posłuchać (a to juz bardzo szeroki wachlarz doznań - od Coltrane'a przez Chopina do Led Zeppelin i starszych panów z Buena Vista Social Club), ale również tej którą gram z zespołami przecinek i funk4fun). Muzyka należy do grupy miejsc "zainteresowania" lub "hobby", a wśród nich nie może zabraknąć fotografii, literatury, wina i whisky i... Ale o tem potem.

Moje miejsca to także dom, z którego wyszedłem, gdy postanowiłem założyć swój własny, to przyjaciele i znajomi; ulubiony bar, gdzie wpada się na spotkanie z kumplami, koncerty, herbatę czy piwo... Moim miejscem jest miasto, w którym żyję - mała, wciąż wyludniająca sie mieścina o bogatej przeszłości i wielkich aspiracjach mieszkańców - taki paradoks...

Jednakże Moje miejsca to również, tak dosłownie, miejsca na ziemi, które dane mi było odwiedzić, zatem są nimi i podróże, które odbyłem i wspomnienia o nich, to Bieszczady, które odwiedzałem rok w rok w czasie, gdy o podejmowanych wyborach decydowały - nie zdrowy rozsądek, ale burza hormonów... Grecja, od której postanowiłem rozpocząć zwiedzanie świata, Chorwacja, gdzie nazwa wyśmienitego wina kojarzyła się z nazwą leku przeciw ukąszeniom, i wreszcie... Toskania, ba ! W ogóle - Italia i właściwie wszystko, co z nią związane: wino, sztuka (zarówno w wymiarze audio, jak i wideo), język, właściwie to i ta religia, jakby nie było Rzymsko (!) Katolicka, ale Italia jest jednocześnie przedstawicielką ostatniej grupy moich miejsc - marzeń...


Zatem, zapraszam Cię w moje progi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz